Zdradziłem żonę. Tak. Byliśmy małżeństwem 18 lat. Trójka dzieci, już nastoletnich. Praca, dom na kredyt, wakacje co roku. Zwykłe, normalne życie. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że zaczęliśmy się zupełnie rozmijać. Szczerze, nawet nie wiem, kiedy to nastąpiło.
Napisano Lipiec 20, 2010. Zdradziłem młodą, wykształconą żonę z naszą opiekunką do dziecka. Żona nic o tym nie wie. Niestety w ostatnim czasie poświęciła się pracy i podjęła się
Listen to Zdradziłem from Bracia Lewkowscy's Kochaj albo rzuc for free, and see the artwork, lyrics and similar artists.
Zdradziłem żonę - czy mam się przyznać? Nie wiem, czy macie takie problemy, ale ja nie mogę spać spokojnie od paru miesięcy. Na delegacji zdarzyło mi się po drinku wylądować z koleżanką w łóżku. Byłem tak pijany, że nawet niewiele pamiętam.
Zabawiała się z kolegą z pracy. Mnóstwo rozmów z jakimś Adamem. Zaraz, zaraz. Czy nie tak ma na imię ten jej kumpel z pracy, z którym pojechała na tę imprezę? Drżącymi palcami wszedłem w historię w komunikatorze i znalazłem dokładnie to, czego się spodziewałem. – Było super.
Jeżeli chodzi o żonę, nie ma koleżanek, jakoś tak się ułożyło że ma tylko jedną taką prawdziwa z którą sobie tam pisze i spotyka raz za kiedy ale rzadko, na imprezy nie wychodzi, ogólnie sama jeździ tylko do pracy i do koleżanki, z reguły do ludzi wychodzimy razem, po nocach się nie szlaja nigdzie.
Tłumaczenia w kontekście hasła "zdradził swoją żonę" z polskiego na angielski od Reverso Context: Zdradził swoją żonę, a mnie wysłano do tych lochów?
Wiem, że mówiąc jej to będzie koniec naszego małżeństwa. Ona mi nie wybaczy, nie ma mowy. Każe mi spakować walizki i natychmiast wyjść. Nie mogę żyć z poczuc
Karol miał wiele dziewczyn: najpierw dziewczynę, potem dywan, później węża, a na końcu psa. Dziś opowiada o swojej historii miłosnej.Prosimy o nierozdzielani
Ostrożnie podniosłem się z łóżka. Nie chciałem, żeby Julia się obudziła. Powlokłem się do łazienki i wszedłem pod zimny prysznic. Od razu poczułem się o niebo lepiej. Niestety, wraz z lepszym samopoczuciem fizycznym pojawiły się wyrzuty sumienia.
0qGzej. fot. Adobe Stock, LIGHTFIELD STUDIOS W moim rozwodzie nie było nic dobrego, żadnego poczucia ulgi, wolności, nic z tych rzeczy. Tylko gorycz, porażka i żal. Tym większy, że rozwód nastąpił z mojej winy, więc pretensje mogłam mieć wyłącznie do siebie. Decydując się na romans z Mariuszem, byłam już kobietą po trzydziestce, żadną młódką, do tego w pełni trzeźwą i teoretycznie świadomą tego, co robię, choć praktycznie chyba musiałam oszaleć. Z Adamem znaliśmy się od przedszkola. We dwoje pokonywaliśmy kolejne szczeble edukacji, dorastania, przyjaźni, miłości. Na nasz ślub przyszło pół miasteczka. Czego oczekiwałam wtedy od małżeństwa i Adama? Nie zastanawiałam się nad tym. Wystarczyło mi, że możemy zamieszkać razem i kochać się bez przeszkód. Ponieważ znaliśmy się od dziecka, wiedzieliśmy, czego się po sobie spodziewać. Przewidywaliśmy swoje reakcje, uczucia, niemal czytaliśmy sobie w myślach. Przynajmniej do tamtego feralnego dnia, kiedy przyłapał mnie z kochankiem… Nie wiem, co mnie opętało. Niczego mi w życiu ani małżeństwie nie brakowało. Miałam wspaniałe dzieci, dobrą pracę, oddanego męża. Jednak gdy zobaczyłam Mariusza, moje stateczne serce zatrzepotało. Jak u smarkuli. Zauroczyły mnie jego ciemne oczy, wysportowana sylwetka, delikatny zarost wokół pełnych warg, smukłe palce. Jakby to było, gdyby mnie pocałował, dotknął, pieścił… Kompletnie mi odbiło. Do tego stopnia, że mój pracowniczy komputer nagle zaczął odmawiać posłuszeństwa. A ja dzwoniłam i prosiłam: – Panie Mariuszu, czy mógłby pan zerknąć? Bo znowu coś się popsuło chyba… Zgadzał się ochoczo. Dygotałam wewnętrznie jak gówniara, kiedy stawał obok biurka, pochylał się nad komputerem i sprawdzał, co się stało. Wiem, że należało skończyć z tą fascynacją, zanim przekroczy granicę bezpieczeństwa, ale Mariusz był tak inny od mojego męża, tak kuszący! Może zwyczajnie byłam ciekawa odmiany, bo ani ja, ani Adam nie mieliśmy innych partnerów przed ślubem. Ba, nie umawialiśmy się nawet na randki z kimś innym. Kiedy pewnego dnia Mariusz zaprosił mnie na kawę, nie odmówiłam. Byłam zbyt podekscytowana, rozsądek wyparował. Najpierw kawa, potem spacer i kolacja… A potem wyjechaliśmy na weekend w góry. Męża okłamałam, że mam szkolenie. Nawet do głowy mu nie przyszło, że mogłabym go oszukać. Obiecał zająć się dziećmi, dziesięcioletnią Julką i ośmioletnim Piotrusiem. Od tamtego wyjazdu zaczął się mój romans z Mariuszem. Miałam wyrzuty sumienia, ale tłumiło je poczucie szczęścia. Chodziłam jak pijana, z głową w chmurach, rozkojarzona, rozmarzona. I Adam zaczynał to zauważać. Może i lepiej? Z jednej strony nie chciałam go ranić, bo czułam, że zawsze będzie mi bliski, ale z drugiej… No cóż, coraz częściej zastanawiałam się nad rozwodem. Tamtego dnia umówiłam się z Mariuszem w centrum handlowym w sąsiednim mieście. Mieliśmy coś zjeść, potem pojechać do niego. – To ja wezmę dzieci na zakupy – zaproponował Adam, gdy wyjaśniłam mu, że muszę pilnie wyjść do koleżanki, która zachorowała. – Julka potrzebuje kurtki, a Piotruś butów. – Weź, weź – mruknęłam nieuważnie. – Wrócę wieczorem. Do galerii przyjechałam z rumieńcami na twarzy i na miękkich nogach. Mariusz pocałował mnie na powitanie w rękę. – Nie mogłem się już doczekać. Nie wiem, czy bardziej jestem głodny na jedzenie, czy na ciebie – wyszeptał, patrząc mi w oczy. – Więc musimy jak najszybciej to sprawdzić… – odszeptałam. Zamówiliśmy coś w knajpce w pasażu. Kazał mi się spakować, no to się spakowałam Byliśmy w połowie posiłku, kiedy nagle usłyszałam głos Julki: – Mama! Tam jest mama! Przestraszyłam się. Zerwałam się z krzesła, ale było już za późno. Mariusz wyglądał na zmieszanego. Adam patrzył na mnie z niemym pytaniem w spojrzeniu, Julka ściskała mnie za rękę. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Mogłam skłamać, zasłonić się półprawdą, mogłam wymyślić cokolwiek, żeby uratować sytuację, ale… milczałam. – Zobaczymy się w domu – przerwał ciszę mój mąż. – Musimy jeszcze kupić buty dla Piotrusia. Chodźcie, dzieci. Moja rodzina odeszła, a Mariusz zmierzył mnie pełnym wyrzutu spojrzeniem. – Tak, to były moje dzieci i mój mąż – potwierdziłam oczywiste. – I mówisz to tak spokojnie? Nie wiedziałaś, że będą w tej galerii? Gdzie ty masz rozum? A jeśli twój mąż się czegoś domyślił? – Przecież się kochamy, prawda? Wcześniej czy później i tak się dowie. – Niekoniecznie. Kochamy się, ale musimy zachować nasze spotkania w tajemnicy. Plotki by nas zniszczyły. Bądź rozsądna. – Dobrze już, dobrze – zgodziłam się, myśląc o czymś zupełnie przeciwnym. Nim wróciłam do domu, podjęłam decyzję. Nie chciałam dłużej kłamać, Adam na to nie zasługiwał. Dlatego kiedy dzieci zasnęły, wyznałam mu całą prawdę o Mariuszu. Adam był w szoku. – Spotykasz się z nim? Sypiasz? Kochasz go? Chcesz odejść? – powtarzał z niedowierzaniem. – Naprawdę go kochasz? Jesteś pewna? Może to minie, może to jakieś… nie wiem… fatalne zauroczenie? – Nie minie – pokręciłam głową. – On jest…on jest… – szukałam słowa – niesamowity. Adam drgnął, jakbym go uderzyła. – Na tyle niesamowity, by zniszczyć dla niego naszą rodzinę? – spytał wstrząśnięty. – To, że mnie zdradzałaś i okłamywałaś, że robiłaś ze mnie idiotę, to jedno, ale… ale to, że chcesz dla niego, że chcesz z jego powodu… – zamilkł, opuścił głowę. Było mi go żal, potwornie, jednak w tamtej chwili Mariusz był ważniejszy. Kiedy mój mąż znowu na mnie spojrzał, zrobiło mi się zimno. Miał w oczach ból, ale też jakąś nieznaną mi wcześniej bezwzględność. – Chcę rozwodu – oświadczył. – Dzieci zostaną ze mną, poradzimy sobie. Alimentów od ciebie nie potrzebuję. – Co? – zamrugałam powiekami. Zamierzałam się wyprowadzić do Mariusza, ale z dziećmi. Nie planowałam ich zostawiać i jakoś nie brałam pod uwagę zdania Adama. Naprawdę przestałam myśleć głową. – To, co powiedziałem. Nie chcę mieć już z tobą nic wspólnego. Wierzyłem ci jak sobie samemu. Myślałem, że cię znam jak nikogo innego. Kochałem cię, od kiedy pamiętam. A ty… a ty wszystko zniszczyłaś. Nienawidzę cię. Po prostu cię nienawidzę. Idź, wynoś się! I nie waż się wracać. Ale co ty mówisz? Twoja narzeczona przyjeżdża?! Wtedy nie zastanawiałam się nad jego słowami. Liczyło się tylko to, że mogłam się spakować i pojechać do Mariusza. Dzieci? Boże, ja nie myślałam nawet o nich! Byłam jak w amoku. Upadek z chmur na ziemię nastąpił jeszcze tego samego wieczoru. Mariusz niechętnie mnie przyjął. I tylko na kilka dni. – Będziesz musiała do piątku poszukać sobie jakiegoś innego lokum – uprzedził, gdy zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy. – Dlaczego? Nie mogę tu zostać? – W sobotę przyjeżdża moja narzeczona. – Na… narzeczona? – wyjąkałam. – Tak, za miesiąc bierzemy ślub. – Co? Co… co ty mówisz? Serce nagle zaciążyło mi w piersi, a jakaś niewidzialna obręcz ścisnęła gardło. Z trudem wydukałam: – A ja... co ze mną? Już mnie kochasz? Wzruszył ramionami – Proszę cię, nie dramatyzuj. Jesteś dorosła, i to dłużej ode mnie. Niczego ci nie obiecywałem, do niczego nie namawiałem. Zresztą, jak bym mógł? Masz dzieci, męża, rodzinę… – Nie mam! Odeszłam od nich! – Rany, a kto ci kazał?! – wycedził ze złością. – Dobra, najlepiej będzie, jeśli rozstaniemy się już teraz. Nie przeciągajmy tego. Skończmy, zanim zrobi się krępująco. W jednej chwili zawalił mi się cały świat. Byłam jak przerażone, zranione zwierzę. I właśnie tak zareagowałam. Uciec, schronić się w jamie, zaszyć w bezpiecznym miejscu – a gdzie może być bezpieczniej niż w domu? Chciałam wrócić, prosić o wybaczenie, choćby na kolanach, ale Adam nawet nie otworzył mi drzwi. Własnych kluczy nie miałam, bo pakując się w pośpiechu, zostawiłam je w przedpokoju. Dostałam tylko esemesa: „Obyś była z nim nieszczęśliwa”. Otrzeźwienie przyszło za późno. Próbowałam się kontaktować z Adamem, wystawałam pod domem, pukałam, dzwoniłam, błagałam, płakałam, wyzbyłam się dumy, lecz mnie ignorował. Julka i Piotruś też. Ale pewnie ich wywiózł do swoich rodziców albo brata. Może po to, by oszczędzić im widoku upokorzonej matki, a może nie chciał, bym poprzez dzieci próbowała na niego wpływać. Rodzice przyjęli mnie pod swój dach, więc przynajmniej miałam gdzie spać. Musiałam im wszystko wyznać i ciężko to znieśli. Zawiodłam bliskich, nie miałam prawa liczyć na ich zrozumienie, zwłaszcza że sama siebie nie potrafiłam zrozumieć. W pracy było jeszcze gorzej. Mariusz mnie unikał, koleżanki szeptały za plecami, a kiedy dowiedziano się o ślubie mojego kochanka, myślałam, że ze wstydu zapadnę się pod ziemię. Nie umiałam skupić się na swoich obowiązkach, czując na sobie potępiające spojrzenia współpracowników. Firmowa plotka głosiła, że próbowałam uwieść nowego informatyka, młodszego, zaręczonego mężczyznę… Niewiniątko normalnie, chłopiec opierający się rękami i nogami. W mieście też wrzało od coraz bardziej sensacyjnych i przykrych dla mnie domysłów. Musiałam to jednak wytrzymać, bo gdzie miałam szukać innej pracy i mieszkania? Schudłam, zbrzydłam, ale żyłam Po kilku miesiącach dostałam wezwanie na rozprawę. Jedną, potem drugą. W sądzie Adam patrzył na mnie z tą samą, znaną mi już, przerażającą bezwzględnością. Moja wina była ewidentna, nie miałam nic na swoją obronę, a on nie zamierzał mi niczego ułatwiać. Tak jak zapowiedział, rozwiedliśmy się, i to Adamowi została przyznana opieka; mnie wyznaczono dni spotkań z dziećmi. A raczej widzeń, bo odnosiłam wrażenie, że wcale się do mnie nie garną, że nawet niespecjalnie za mną tęsknią. Może ich żal był wciąż zbyt duży? Może też czuły się zdradzone, oszukane, porzucone? Tylko czy dzieci myślą w taki sposób? Dzieci po prostu tęsknią, chcą do mamy… Może Adam nastawiał je przeciw mnie… Nie pozwalał im zapomnieć, że rozpad naszej rodziny to wyłącznie moja wina, że jestem złem wcielonym. Nie wiem… Dawny Adam nigdy by czegoś takiego nie zrobił, ale ten obecny, zawzięty, zimny, zraniony zbyt mocno, mógł być do tego zdolny. Nie sądziłam, że od miłości do nienawiści naprawdę jest aż tak mały krok. Nie planował niczego naprawiać, nie zamierzał odnawiać naszych relacji, nie chciał nawet usiąść ze mną przy jednym stole i porozmawiać. O czym? O tym, że choć go skrzywdziłam, to przecież gorzko tego żałowałam. Choć się rozwiedliśmy, nadal łączyły nas dzieci i moglibyśmy pozostać przyjaciółmi, a przynajmniej nie być wrogami. Ale nie chciał się spotkać, nawet rozmowy telefoniczne ograniczał do minimum. – Nie potrafię ci wybaczyć, Aneta. Jeśli koniecznie musisz do mnie dzwonić, rób to tylko w sprawach związanych z dziećmi. Nic innego mnie nie interesuje. W moim domu rodzinnym też panowała nie najlepsza atmosfera. Rodzice nie umieli pogodzić się z tym, co zrobiłam. – Jak mogłaś rozbić własną rodzinę! Nie tak cię wychowaliśmy! – mimo upływu czasu ojciec coraz częściej wypominał mi zdradę. Miałam wrażenie, że zewsząd otaczają mnie wrogowie. W pracy, w domu, na ulicy; doszło do tego, że wstydziłam się wychodzić do sklepu po zakupy. Spotkania z synem i córką, zamiast ładować akumulatory, tylko pogłębiały mój depresyjny nastrój – dzieci nie uśmiechały się, nie przytulały i nie zwierzały tak jak kiedyś. Wyrosła między nami ściana, a ja czułam się tak, jakby widywały się ze mną z musu, bo tata i pani sędzia kazali. Kiedy pewnego dnia zobaczyłam na wyświetlaczu imię Adama, serce zabiło mi żywiej. Odebrałam prędko, z nadzieją… sama nie wiem na co. – Chcę, żebyś wyraziła zgodę na wyjazd dzieci do Niemiec – usłyszałam jego suchy ton. – Już z nimi rozmawiałem, chcą ze mną jechać. Zamarłam. – Na jak długo? – wydukałam z trudem. – Na razie na dwa lata – odparł. – Potem mogę przedłużyć kontrakt. Nie miałam innego wyjścia, tym bardziej że dzieci naprawdę cieszyły się na ten wyjazd. Spotkałam się z nimi przed biurem notariusza. – Wreszcie w szkole dzieciaki przestaną się ze mnie śmiać – wyznała Julka. – Dlaczego się śmiały? – zdziwiłam się. – Córka jednej z twoich koleżanek chodzi do klasy z Julką – przypomniał mi Adam. Moja córka posmutniała. – Mówi, że jesteś dziwką i że… – Jula! – Adam zmierzył córkę ostrzegawczym spojrzeniem. – Prosiłem, żebyś nie powtarzała jak papuga tego, co usłyszysz. Zrobiło mi się potwornie przykro. Krzywdom z powodu mojego romansu nie było końca. Nawet moje dzieci cierpiały przez plotki i wyzwiska. – Dlatego przyjąłem propozycję kontraktu – oświecił mnie Adam. Marzenie o odzyskaniu rodziny właśnie pofrunęło z wiatrem. Wyjechali, ja zostałam sama. I chociaż myślałam, że to już niemożliwe, cierpiałam jeszcze bardziej. W ciągu następnych lat pojawiły się inne skandale, więc plotki na mój temat umarły śmiercią naturalną. Mariusz z żoną przeprowadzili się do innego miasta; podobno ona dostała tam lepszą pracę. Zresztą z kochankiem nie miałam żadnego kontaktu, chociaż nieraz korciło mnie, by do niego zadzwonić. Sama nie wiem po co. Może, żeby mu o sobie przypomnieć. Żeby mu choć na chwilę zakłócić dobre samopoczucie… Adam nie odzywał się wcale. Dzieci – sporadycznie Od nich wiedziałam, że mają duże mieszkanie, chodzą do fajnej szkoły, gorliwie uczą się języka. O ojcu nie opowiadały, a ja nie miałam odwagi pytać. Ani prawa, choć byłam ciekawa, czy kogoś sobie znalazł, czy jest szczęśliwy, tak jak ja nie potrafię. Rodzice z czasem mi wybaczyli, że rozbiłam rodzinę, a przynajmniej przestali o tym gadać. Moja największa kara? Przez te wszystkie lata tęskniłam za dziećmi i za Adamem. Za moim przyjacielem od przedszkola, za moją pierwszą miłością, za moim mężem, partnerem, ojcem Julki i Piotrusia. Próbowałam spotykać się z innymi mężczyznami, jednak z żadnym z nich nie umiałam ułożyć sobie życia. Byłam jak złamane drzewo. Jakoś trwałam, i to wszystko. Po dziesięciu latach od wyjazdu do Niemiec Julka pochwaliła się przez Skype'a, że przyjeżdża do Polski z kolegą, któremu chce pokazać Kraków. Potem wygadała się, że razem z nimi przyjadą też Adam i Piotrek. Mieli zatrzymać się w Krakowie na tydzień. W pierwszym odruchu chciałam zadzwonić do Adama i poprosić o spotkanie. Do Krakowa miałam raptem godzinę drogi. Ale jak to sobie przemyślałam, uznałam, że tylko niepotrzebnie zafunduję sobie emocjonalny rollercoaster. Gdyby chciał ze mną porozmawiać, gdyby chciał się pogodzić, zrobiłby to już dawno. Tamtego popołudnia wróciłam z pracy i zamierzałam zamknąć się w swoim pokoju, tak samo, jak robiłam to od lat. Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, nawet się nie ruszyłam; wiedziałam, że otworzy mama. – Aneta! Chodź tutaj! – usłyszałam jej dziwnie napięty głos. W przedpokoju zobaczyłam Adama. Postarzał się, posiwiał, przytył, ale to naprawdę był on. Mój Adam. Mój mąż. Moje stracone szczęście. Nie umiałam inaczej o nim myśleć. Tamten fatalny w skutkach romans nie zmienił tego, że go kochałam. Patrzył na mnie z jakimś smutkiem. Już nie z gniewem, nie z bezwzględnością, raczej tęsknie. Bałam się mieć nadzieję. Nie wiedziałam, co zrobić, jak się zachować, jakich słów użyć. Serce waliło mi jak szalone. – Przejdziemy się? – zaproponował. – Tak. To była nasza pierwsza prawdziwa rozmowa od rozstania. Adam powiedział, że kompletnie nie umiał sobie poradzić z moją zdradą, z tym, co mówili ludzie w miasteczku, z cierpieniem dzieci. Mówił, że był zdruzgotany i nie potrafił się pozbierać. Jedyne, co mu pomagało, a przynajmniej tak mu się wydało, to nienawiść do mnie i karanie mnie za to, co zrobiłam. Po wyjeździe nadal czuł się zraniony, wciąż przeżywał moje kłamstwa i przeze mnie nie umiał zaufać żadnej kobiecie. W efekcie, nie mogąc mi wybaczyć, ukarał także siebie, i dzieci w jakimś stopniu również. On żył bez żony, nasze dzieci bez matki. – Zanim zrozumiałem, że jestem częściowo odpowiedzialny za rozpad naszej rodziny, nim dotarło do mnie, że wolę być nieszczęśliwy z tobą niż nieszczęśliwy bez ciebie… minęło tyle lat. Chciałem zadzwonić, spotkać się, dzieci mnie namawiały, ale bałem się, że jest już dla nas za późno. Szkoda. Teraz dopiero potrafię zrozumieć, jak bardzo ty żałowałaś, jak bardzo chciałaś cofnąć czas. I boję się, że teraz nie będziesz umiała mi wybaczyć. Ale nie chcę już więcej niczego żałować… – zawahał się, złapał moją rękę, spojrzał mi w oczy. – Dlatego, jeśli możesz, jeśli chcesz, wróć do nas, spróbujmy jeszcze raz. Nie tutaj – zastrzegł – w Niemczech. Mam tam stałą pracę, dzieci mają szkoły, przyjaciół, tam jest nasze życie, nie zamierzamy wracać do Polski. Możesz pojechać z nami? Chcesz? Tego dnia dostałam od losu drugą szansę I skorzystałam z niej. Boję się, pewnie, że się boję. Zmieniliśmy się. Nosimy w sobie blizny. Czy będziemy umieli pokochać się na nowo, takich, jakimi jesteśmy teraz? Czy odnajdziemy to, co nas kiedyś łączyło? Czy przeszłość naprawdę nie zaważy więcej na teraźniejszości? Czy w trudnych chwilach nie będziemy wypominać sobie doznanych krzywd? Czy patrząc na dzieci, nie będę żałować tych wszystkich lat, straconych z dala od nich? Nie wiem… Ale Adam ma rację, ja też wolę być nieszczęśliwa z nim, niż nieszczęśliwa bez niego. Czytaj także:„Mąż poślubił mnie, żeby odgryźć się na byłej żonie. Żyłam w jej cieniu, skazana na pogardę całej rodziny”„Tak, zdradziłem żonę. Ale jak miałem nie szukać uciech, skoro codziennie od progu witała mnie naburmuszona księżniczka?”„Kochanka syna ukradła chłopaka mojej wnuczce. Od początku wiedziałam, że jest z Romkiem tylko dla pieniędzy”
Szanowni Państwopiszę do Państwa jako zagubiony mąż z 30-letnim stażem. Nie owijając w bawełnę niedawno zdradziłem żonę i teraz nie wiem, jak jej to Wandzię poślubiłem praktycznie tuż po zdaniu matury. Od tej pory nasze życie było po prostu cudowne, trójka dzieci, dom na przedmieściach, wielka miłość. Wandzia była i nadal jest najwspanialszą żoną, jaką mogłem sobie wyobrazić, a nawet pomimo zdrady czuję, że kocham ją na zabój i nie chcę jej stracić. Szkoda tylko, że nie pomyślałem o tym, kiedy szedłem do łóżka z do emerytury mam bliżej niż dalej wciąż pracuję i to właśnie w pracy popełniłem największy błąd w całym moim życiu. Od jakiegoś czasu czułem kryzys wieku średniego. Odnosiłem wrażenie, że w moje małżeństwo wkradła się rutyna. Dzieci odchowane, brak większych planów, potrzeba wrażeń, których brakowało mi na co dzień. Kiedy w pracy przydzielono mnie do opieki nad stażystką poczułem dreszczyk emocji. Była to młoda, zgrabna dziewczyna, istne marzenie. Zaprzyjaźniliśmy się, choć z mojej strony było to podszyte pragnieniem zdobycia jej – jednocześnie hamowałem się wciąż myśląc o Wandzi. jednak pewnego dnia, po pracy, wypiłem z tą stażystką bruderszaft, później jeszcze trochę i jeszcze, bo tak dobrze nam się rozmawiało, a później… chyba nie muszę mówić, co się wydarzyło. Nazajutrz nie wiedzieliśmy, co sobie powiedzieć, rozstaliśmy się we wstydzie oraz milczeniu. Wróciłem do domu, do zapłakanej Wandzi, która martwiła się, gdzie podziewałem się przez całą noc. Na poczekaniu wymyśliłem jakieś kłamstwo o wspólnym projekcie z kolegą i niedziałającej z którą spędziłem tamtą noc nie jest w ciąży, nasze stosunki ochłodziły się, wróciliśmy do formalnego ,,pan” i ,,pani”. W teorii mógłbym zapomnieć o całej sprawie i Wandzia o niczym by się nie dowiedziała. W praktyce nie mogę znieść myśli, że do końca życia ukrywałbym przed osobą, która mnie kocha i ufa prawdę o tym, że zawiodłem jej miłość i zaufanie. Mam tylko problem z tym, jak się do tego zabrać. Na razie każdy pomysł wydaje mi się bezsensowny. Nie wiem jak zareaguje na to wszystko moja czas myślę o tym, co się stało. Czy powinienem ją jakoś na to przygotować, czy rzucić ,,prosto z mostu” bez owijania w bawełnę i kluczenia? Co mam zrobić, jak postępować, by Wandzia zrozumiała, że jestem świadom błędu, jaki popełniłem i był to jednorazowy wyskok, którego bardzo żałuję? Nie chcę jej stracić, chcę powiedzieć jej prawdę. Proszę o pomoc, może mają Państwo jakąś radę?Pozdrawiam Państwa Panie,przede wszystkim należy rozpocząć od tego, że jest jeden pozytyw w całej tej sytuacji – fakt, że postanowił Pan przyznać się do swojego błędu, żałuje go Pan i chce spróbować go naprawić, a to jest bardzo dużo. W tym momencie za późno jest już na ocenianie tego zachowania i zbędne moralizatorstwo, ponieważ przysłowiowe mleko się wylało. Teraz należy poszukać odpowiedniego i możliwie najbardziej racjonalnego rozwiązania całej tej sytuacji, a w nim najważniejszą osobą jest Pańska żona i to ona jest należy dochodzić przyczyny?Jak Pan zapewne wie, przyczyn zdrady może być nieskończenie wiele. Alkohol, zbyt silna pokusa, rutyna w związku czy brak spełnienia. Tak naprawdę każda bardziej kreatywna wymówka może stać się pseudoargumentem. Sęk w tym, że w tym przypadku nie ma wymówek i nie ma logicznych argumentów, bo nic nie usprawiedliwia tego co Pan zrobił. W swoim liście stwierdził Pan, że popełnił błąd i bardzo tego żałuje, dlatego też kwestię ewentualnych wymówek przemawiających za Panem możemy pominąć, bo ma Pan w sobie na tyle samokrytyki, że na szczęście nie trzeba tego robić. Twierdzi Pan też, że Pańskie małżeństwo jest udane, szczęśliwe i nigdy niczego Panu w nim nie brakowało. Czy aby na pewno? Skoro pozwolił sobie Pan na przelotny romans, to może warto się zastanowić czy wszystko funkcjonuje między Panem i Pańską żoną tak perfekcyjnie jak Pan to opisuje? A może to właśnie ta perfekcja doprowadziła Pana do poczucia rutyny? Wspomniał Pan, że pobraliście się zaraz po maturze. Być może w obecnym okresie życia zapragnął Pan doświadczenia czegoś nowego skoro od początku swojej dojrzałości był Pan z jedną kobietą? Nie będziemy dochodzić przyczyn, ponieważ tak jak już wspomniałem – to się stało. Warto teraz skupić się na jej to powiedzieć?Podjął Pan decyzję o tym, żeby o wszystkim powiedzieć małżonce. To bardzo słuszna decyzja, dzięki której mamy już następny pozytyw. Jeżeli chce Pan, aby żona Panu wybaczyła to przede wszystkim musi się Pan zachowywać odpowiedzialnie i dojrzale jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało. Myślę, że rzucanie, jak Pan to ujął: „prosto z mostu” nie będzie najlepszym pomysłem. W takiej sytuacji Pańska żona może uznać, że Pan sobie żartuje, albo po prostu w to nie uwierzy. W końcu w jej mniemaniu jest Pan osobą godną zaufania, mimo że to zaufanie Pan zawiódł. Przede wszystkim nie powinien Pan udawać teraz przykładnego męża, który wita żonę kwiatami i próbuje wkupić się w jej łaski, aby ją jakoś ugłaskać przed ogłoszeniem „wyroku”.Takie zagrywki są dobre dla tanich i tchórzliwych amantów, a nie statecznych i odpowiedzialnych za swoje czyny mężczyzn. Po prostu niech Pan będzie taki, jakiego żona Pana zna od zawsze. Po drugie proszę nie doszukiwać się winy w małżonce, bo to tylko i wyłącznie Pan zawinił i weźmie Pan za to całą odpowiedzialność. Po trzecie radziłbym również nie zwlekać z rozmową na ten temat. Jeżeli żona dowiedziałaby się od osób trzecich o Pańskim wyczynie, to wtedy Pańskie szanse zmalałyby wielokrotnie. Może wydawać się to absurdalne, ale kobiety łaskawiej patrzą na mężczyzn, którzy sami przyznali się do czego więc zacząć? Tak naprawdę wszystko to co opisał Pan w swoim liście mogłoby znaleźć się w rozmowie, którą Pan przeprowadzi z małżonką. Sugerowałbym zaproponować żonie rozmowę, zwyczajną osobistą rozmowę. Odradzałbym Panu również jakieś formy przygotowania żony do tej rozmowy, bo to że będzie miała w tym momencie dobry humor to naprawdę niczego tutaj nie zmieni. Warto, aby zadbał Pan o jej reakcję pod względem zdrowotnym. Jeżeli żona ma słabe nerwy, problemy z sercem czy ciśnieniem to proszę to uwzględnić. To Pan w tym momencie bierze za nią odpowiedzialność. Jeżeli chodzi o sam przebieg rozmowy to radziłbym przygotować się do niej merytorycznie, tak aby Panu nic nie umknęło. Jednak nie układałbym zdania po zdaniu, ponieważ w dialogu tak po prostu się nie da. Sugerowałbym powiedzieć jej o tym, że poznał Pan w pracy młodą kobietę i doszło między wami do jednorazowego przedstawiałbym argumentów w stylu: „byłem pijany”, „zapomniałem się”, „nie mogłem się powstrzymać” – to może rozzłościć żonę jeszcze bardziej lub zwyczajnie w przypływie skrajnych emocji rozśmieszyć. Moim zdaniem powinien Pan podkreślić, że nie ma dla Pana żadnego wytłumaczenia i że bierze Pan wszystko na siebie. Cała odpowiedzialność spoczywa na Panu. Oczywiście, należy podkreślić, że nie łączy was żadna bliższa relacja i to był pierwszy i ostatni rozmowy z żonąBez względu na reakcję Pańskiej żony powinien Pan dać jej wybór i czas. Odradzałbym błaganie o przebaczenie bo w tym przypadku to jak bicie głową o ścianę. Proszę powiedzieć o swoich uczuciach, o tym że Pan ją bardzo kocha, szanuje i zrobi Pan wszystko, żeby naprawić swój błąd, ale uszanuje Pan każdą decyzję jaką Ona podejmie, bez względu na konsekwencje. Radziłbym mówić do niej bez zbędnego słowotoku, ponieważ w całym tym szoku, naprawdę niewiele uda jej się z tego wszystkiego zrozumieć i zapamiętać. Proszę również liczyć się z tym, że na jednej rozmowie się nie skończy – zakładając, że Pańska małżonka będzie chciała w ogóle z Panem rozmawiać. Bez względu na wszystko proszę okazać jej szacunek, dać jej wolną wolę i w żaden sposób na nią nie naciskać. Nie mogę przewidzieć jej reakcji, ponieważ nie znam jej tyle co Pan. Wiadomym jest jednak, że wywierana presja działa które może Pan odbudować jest obecnie tylko i wyłącznie w rękach Pańskiej żony. Nie ma uniwersalnej metody na rozmowę, w której ktoś przyznaje się do zdrady, nie ma wzoru ani szablonu. Wszystko zależy od osobowości partnera i to ona determinuje sposób odbioru takiej wiadomości. Przede wszystkim należy drugiej osobie okazać szacunek dla jej decyzji, uczuć, emocji oraz Baranowski Post Views: 5 671
Witacie, Jestem trochę zagubiony w tym wszystkim, dlatego proszę was o opinię w poniższej sprawie. Niestety temat dotkn±ł i mnie. Moja żona od pewnego czasu zaczęła bardzo dużo pracować. Ma to zwi±zek z projektem w którym bierze udział. Jej kierownikiem jest człowiek-rozwodnik który wpadł w pewne problemy alkoholowe. Ona mu w tym zaczęła pomagać. Wyci±gnęła go z dołka i opowiadała mi o tym. Niestety było go coraz więcej i więcej. Zacz±łem się domy¶lać, że to już nie jest przyjaĽń. Wzi±łem się za siebie i sprawdziłem ich dokładnie. Prawda zabolała. Prawda jest tak, że oboje się kochaj±. Nie uprawiaj± seksu, ale całuj± się przytulaj±. On jej robi prezenty, daje jej pieni±dze. Wyjeżdżali w delegację. Planowali kolejne wyjazdy (też zagraniczne) Kiedy się o tym dowiedziałem zacz±łem j± pytać. Niestety kłamała mnie prosto w oczy, że to nieprawda. Ale ja miałem dowody o których jej nie mówiłem. W końcu zaczęła się przyznawać. Że rzeczywi¶cie on j± kocha. Ale z jej strony to tylko przyjaĽń. Kiedy powiedziałem jej, że to już dosyć kłamstw i poprosiłem aby opu¶ciła dom i pojechała do niego, zaczęła mówić mi więcej. Dowiedziałem się o przezentach itd. Dzisiaj już jeste¶my po ostatniej rozmowie - powiedziałem jej sk±d ja to wszystko wiem (wcze¶niej my¶lała, że po prostu kto¶ ich widział). Mam nagrania. Do dłuższej rozmowie przynała mi się, że się spotykaj± chodz± na obiady, kolacje, lody, itd. Podczas tych spotkań dochodziło do przytuleń i pocałunków. Żona obiecała mi, że postara się wszystko naprawić. Bardzo kocham moj± żonę. Zrobiła mi wielk± krzywdę. Dzisiaj wiem, że kocha dwóch mężczyzn. Mam też jej obietnicę, że postara się wszystko naprawić. Ja j± bardzo kocham i chcę dać jej szansę. Proszę pomóżcie mi. Czy ja dobrze robię? Czy pomimo tego, że pojawiło się tyle kłamstw powinienem dać jej szansę Strona 1 z 3 1 2 3 > mikolaj29 dnia maja 30 2014 22:57:59 je¶li żona mówi że były tylko pocałunki i przytulanki, to był także seks ale o tym nie powie. co do dania jej szansy, to co ona zrobiła aby na tak± szansę zasłużyć? obietnice i puste słowa olej, bo to s± tak samo wiarygodne słowa jak te wcze¶niejsze gdy kłamała na temat tego romansu, co już zrobiła aby to co zniszczyła naprawić? Deleted_User dnia maja 30 2014 23:39:25 Nie uprawiaj± seksu, ale całuj± się przytulaj±. Wiesz, wierzysz czy chcesz wierzyć? annahelena dnia maja 30 2014 23:43:33 Dla jednego zdrada fizyczna to gwóĽdĽ do trumny, dla kogo¶ innego zdrada emocjonalna to co¶ czego się nie wybacza. jdac121 w twoim wypadku mamy z tymi dwoma zdradami do czynienia. Nikt ci nie powie co ty masz zrobić, a jedynie zasugerować jakie¶ rozwi±zania. Tylko ty wiesz co dla ciebie jest najlepszym wyj¶ciem. W jaki sposób ona chce się postarać? Bo samymi chęciami piekło jest wybrukowane. Czy jest w stanie zrezygnować z pracy by ratować wasze małżeństwo? Czy jej chęci naprawy będ± po prostu polegały na tym, że z romansem zejdzie do podziemia? Czy pytałe¶ się jej dlaczego to zrobiła? A czy ty w ogóle chcesz z ni± być? Jaka jest twoja pierwsza odpowiedĽ na to pytanie? Yorik dnia maja 31 2014 03:41:29 Za mało napisałe¶. Macie dzieci ?Wzi±łem się za siebie i sprawdziłem ich dokładnie. Prawda zabolała. Nawet nie masz pojęcia ile jeszcze nie wiesz. Wiesz wła¶ciwie tyle ile się sam dowiedziałe¶;Dzisiaj już jeste¶my po ostatniej rozmowie - powiedziałem jej sk±d ja to wszystko wiem Niedowiary. Odsłoniłe¶ wszystkie karty nie wiedz±c jakie faktyczne plany ma lub zaraz będ± mieli, żona i ten kole¶. Teraz już nic nie będziesz wiedział;Żona obiecała mi, że postara się wszystko naprawić. Ha, ha, ha....a co miała na razie powiedzieć; teraz szacuje korzy¶ci i straty, Naprawdę wierzysz, że można wszystko naprawić ?Proszę pomóżcie mi. Czy ja dobrze robię? Czy pomimo tego, że pojawiło się tyle kłamstw powinienem dać jej szansę Robisz wszystko do bani !!! Zupełnie nie masz pojęcia z czym masz do czynienia; Idziesz na miekko, a więc dajesz przyzwolenie na wszystko kobiecie która jest zakochana, a więc nie jest przy zdrowych zmysłach; W imię miło¶ci wci±ż stać j± na wszystko. Jak my¶lisz, kto jest jej teraz bliższy, przy kim czuje się cudownie ? Twojej żony, któr± znałe¶ już nie ma i nie będzie; Zmieniła siebie i Ciebie. Je¶li dzieci nie macie, daj jej szczę¶cie z jej wybrańcem; lepiej dla Ciebie; Chcesz próbować z ni± zostać ? to pomy¶l , co zrobić, żeby się szybko odkochała, mocno poczuła co zrobiła i daj jej szansę, żeby mogła zawalczyć o Ciebie; nie Ty o ni±; Deleted_User dnia maja 31 2014 08:41:12 Czy naprawdę wierzysz w to, że można kochać dwóch mężczyzn? Jakim cudem możliwe byłoby co¶ takiego? Albo się kogo¶ kocha, szanuje i nie zdradza, albo nie kocha, nie szanuje i zdradza. Nie ma innej opcji, więc przestań wmawiać w siebie rzeczy, które nie istniej±. Twoja żona zakochała się w innym, bo najpirew bawiła się w dobr± samarytankę i pomagała pijakowi uporać się pijaństwem, po drodze zbliżyła się do niego emocjonalnie, czyli zakochała się w nim, az w końcu zacz±ł się między nimi fizyczny kontakt. Nie wierz w to, że były to tylko przytulanki i niewinne pocałunki- ja w życiu nie uwierzyłabym w co¶ takiego. Kobieta która kocha mężczyznę chce też oddawać mu się cała- chyba, że ma jakies problemy zdrowotne alboi jest nienormalna, wtedy rzeczywi¶cie mogłaby mieć jakie¶ opory i blokady. Normalnie jednak rzecz± naturaln± jest, że gdy pojawia się uczucie, to rodzi się też poci±g fizyczny. Boczniak daje jej prezenty, nawet kasę- to wybacz, ale to chyba o czym¶ ¶wiadczy, prawda? Nie b±dĽ więc naiwny i nie buduj w głowie mitu, bo zanim się obejrzysz, zostaniesz przerobiony na szaro, aż miło. Daj tę kobietę pijakowi i pozwól, by zaznała ona rozkoszy życia z kim¶, kto chleje i na dodatek jest na tyle zeszmacony, że włazi w cudze małżeństwa. Może jego żona rozwiodła się z nim dlatego, że nie potrafił utrzymać łap przy sobie i chlał na dodatek. Wóda i łajdactwo często id± w parze. Zrób porz±dek z t± kobiet± i nie pozwól na to, by kto¶ robił z ciebie idiotę, tylko dlatego, że ty chciałby¶ utrzymać swoje małżeństwo. Powodzenia. makasiala dnia maja 31 2014 17:11:17 nie powiem ci co masz zrobić. Podejmiesz decyzję sam. Tak samo jak ja dokonałem wyboru, tak samo jak inni to zrobili. Je¶li chcesz spróbować i ona też, to na pewno to się nie uda je¶li ona będzie miała styczno¶ć z tym ku...em. Musi zmienić pracę, i przestać go spotykać, to może wytrwa ten okres zauroczenia. Inaczej je¶li tego nie zrobi to nawet nie miej złudzeń co do przyszło¶ci. Ja tego nie zrobiłem i przedłużyłem w ten sposób sobie agonię o kilka miesięcy. Pozdrawiam. Pisz je¶li bedziesz tego potrzebował. Nick dnia czerwca 01 2014 00:22:23 Czy ja dobrze robię? Czy pomimo tego, że pojawiło się tyle kłamstw powinienem dać jej szansę To Ty musisz ocenić czy warto dać szansę. Jak ? A co widzisz, jak oceniasz zachowanie żony wobec Ciebie, wobec Twoich uczuć. Jak stara Ci się pomóc jej zaufać ? Jeżeli bez żadnych warunków, natychmiastowo zerwała kontakt z kochankiem, zmieniła pracę, informuje Ciebie o każdej próbie kontaktu kochanka z ni±, zmieniła komórkę, pozwala na pełn± kontrolę, jest przeĽroczysta, rozumie że Ciebie skrzywdziła, znosi Twoje hu¶tawki nastrojów - to może warto. To temat do przepracowania przez obydwoje z Was. Może warto udać się do terapeuty. Czy to były tylko kawki, trzymanie się za r±czkę i buziaki bez języczka ? Jeżeli dla Ciebie odpowiedĽ na to pytanie jest istotna, bo przecież tak czy tak zdradziła Ciebie, i miałaby wpływ na danie jej szansy lub nie...to lepiej nie dr±ż tematu. Czasami lepiej jest żyć w niewiedzy, jeżeli ta wiedza mogłaby zaszkodzić. Lepiej oceń to jak teraz zona stara się pomóc Ci rozwi±zać dylemat przed którym stoisz. Jak udowadnia to, że możesz jej zaufać. Yorik dnia czerwca 01 2014 01:57:17 Nick, Jeżeli dla Ciebie odpowiedĽ na to pytanie jest istotna, bo przecież tak czy tak zdradziła Ciebie, i miałaby wpływ na danie jej szansy lub nie...to lepiej nie dr±ż tematu. Czasami lepiej jest żyć w niewiedzy, jeżeli ta wiedza mogłaby zaszkodzić. Niby tak, ale rodzi to pewne ryzyko na przyszło¶ć, je¶li uda się opanować sytuację i własne emocje; Może jednak lepiej od razu zakładać najgorsz± wersję, wzi±ć wszystko na klate. Tak już jest, że Duchy przeszło¶ci wracaj± w najmniej odpowiednich momentach; To nie jest fajne. milord dnia czerwca 01 2014 05:21:44 Sprawa jest na tyle skomplikowana, że ten cyc jest jej kierownikiem. Nie wiem czy w takiej sytuacji sama zmiana pracy cokolwiek co¶ da. Wyjeżdżali razem i planuj± kolejne wyjazdy więc dywagacje na temat ewentualnych zbliżeń zawie¶ w formie kolejnej gruszki na wierzbie. Swoj± drog± to fajn± terapię sobie zorganizował ten pogrywacz. Je¶li ona naprawdę chce was ratować to go odstawi. Jak go odstawi to on znów zacznie chlać. Jak zacznie znów pić (pewnie z rozpaczy )> to albo go zwolni±, albo firma się mu posypie i skończy na czyszczeniu kanałów. Ale to wszystko zależ faktycznie od tego czy Twoja żona się opamięta bo samarytanka w jej wykonaniu wykracza daleko poza lojalno¶ć względem Ciebie. Odpowiedz sobie sam. Czy gdy Twoja jaka¶ znajoma ma problemy to j± przytulasz? Całujesz się z ni±? Planujesz wspólny wyjazd? Co¶ Ci wyja¶nię... Kobieta może kochać nawet kilku facetów jednocze¶nie. Jest to ojciec, syn, m±ż lub dziadek dzidek > nigdy równolegle m±ż kontra kochanek. Zawsze bezwzględnie, który¶ z nich będzie na pierwszym miejscu. Z szacunkiem, ale Twoja żonusia jest na etapie, że gdyby¶ dostał zapalenia płuc > i tak nie odwoła wyjazdu z nim. Wymowne? Ona nie przekuje czasu który powinien być przeznaczony dla Ciebie kosztem perspektywy czasu spędzenia z nim. Jeste¶ zapleczem bo i tak jak jest z Tob± to my¶li o "kierowniku". Deleted_User dnia czerwca 01 2014 08:12:03 Czasami lepiej jest żyć w niewiedzy, jeżeli ta wiedza mogłaby zaszkodzić. IMO, je¶li w niewiedzy, to zakładać najgorsze i mierzyć się z nim. Zawsze jednak jestem zdania, że wybaczaj±c dobrze jest wiedzieć co się wła¶ciwie wybacza, ponieważ moim zdaniem tylko taka decyzja jest szyta na miarę. Pomijam, że wyobraĽnia o tym, czego się nie wie, a podejrzewa potrafi być zabójcza i niszczyć sklecone kawałki nie mniej niż sama zdrada... No tak, ale żeby chcieć wiedzieć wszystko z detalami trzeba mieć w sobie sporo odwagi - otwarcie oczu zazwyczaj niemiłosiernie boli. Strona 1 z 3 1 2 3 > Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze. Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny. Brak ocen. Logowanie Nie jeste¶ jeszcze naszym Użytkownikiem?Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować. Zapomniane hasło?Wy¶lemy nowe, kliknij TUTAJ.