Ślepnąć od świateł odc 7 kuba po przesluchaniu.mp4. Sort by popularity. FLAC MP3 MP4 OGG. Ślepnąc od świateł - To jest czyścioch.mp3 Płonie ognisko Language: English (US) Stream Ślepnąc od świateł - dzwonek Jacka.mp3 by User 778594247 on desktop and mobile. Play over 320 million tracks for free on SoundCloud. See more of Ślepnąć od świateł sezon 2 fanart on Facebook. Log In. or. Create new account. See more of Ślepnąć od świateł sezon 2 fanart on Facebook. Michał Łazor: "Probóje zasnąć lecz znów nie te pasmo dla snu " LINK W KOMENTARZU #rap Serialowa adaptacja „Ślepnąć od świateł” od HBO Polska okazała się hitem Zobaczcie, jak autor powieści Jakub Żulczyk reaguje na opinie o swoich książkach ⬇⬇⬇ Więcej o akcji Lyrics to Fúria Jeszcze I Jeszcze: Piekielnie ciepły W dłoniach Śnieg Czarny Jak węgiel Śląska I w oczy ołów lany Dymem hut Chłodzony skwierczy Jeszcze Emisja serialu "Ślepnąc od świateł" rozpocznie się 5 kwietnia po godzinie 23:00 na antenie TVN7. Produkcję można obejrzeć również na HBO Max oraz Player. Serial Ślepnąc od świateł na podstawie powieści Jakuba Żulczyka niebawem pojawi się w telewizji na antenie TVN7. Sprawdź, kiedy. Kto oglądał "Ślepnąć od świateł" i kojarzy postać Dario, ten czuje klimat "Terapeutyczne" memy wyszły z mody, ale to strzał w dziesiątkę "Ślepnąć od neonów" Szukam remedium dla świata przywdziewając skorupę żółwia. Spowolnieniem oddechu tworzę gigantyczne korki dla zbulwersowanych neuronów. Zamykam granice przepływu. Wprowadzam PioruN – fikcyjna postać rapera stworzona na portrzeby serialu “Ślepnąć od świateł” zagrana przez Krzysztofa Skoniecznego. Również: PioruN – raper z Radiomia 5QG6q. Opis Opis Zagadkowa, dynamiczna miejska odyseja, pełna zaskakujących zwrotów akcji i splotów wydarzeń, skłaniająca do zastanowienia, co znaczą w dzisiejszych czasach podstawowe wartości: miłość, przyjaźń czy wierność. A może raczej… ile kosztują? Zawsze chodzi wyłącznie o pieniądze. O nic innego. Ktoś może powiedzieć ci, że to niska pobudka. To nieprawda - oświadcza bohater najnowszej powieści Jakuba Żulczyka. Ten młody człowiek przyjechał z Olsztyna do Warszawy, gdzie prawie skończył ASP. By uniknąć powielania egzystencjalnych schematów swoich rówieśników – przyszłych meneli, ludzi mogących w najlepszym razie otrzeć się o warstwy klasy średniej, niepoprawnych idealistów – dokonał życiowego wyboru według własnych upodobań: Zawsze lubiłem ważyć i liczyć. Waży więc narkotyki i liczy pieniądze jako handlarz kokainy. W dzień śpi, w nocy odbywa samochodowy rajd po mieście, rozprowadzając towar, ale także bezwzględnie i brutalnie ściągając od dłużników pieniądze, przy pomocy odpowiednich ludzi. Jego klientów, zamożnych przedstawicieli elity finansowej i kulturalnej, łączy przekonanie, że: Kokaina i alkohol kochają cię najbardziej na świecie. Bezwarunkowo. Jak matka, jak Jezus Chrystus, zmieniają nocne w miasto w panopticum ludzkich słabości i żądzy. Jakub Żulczyk w poruszający sposób ukazuje współczesną rzeczywistość, zdeformowaną do tego stopnia, że handlarz narkotyków staje się równie niezbędny jak strażak czy lekarz; jest nocnym dostawcą paliwa dla tych, którzy chcą – albo muszą – utrzymać się na opis pochodzi od wydawcy. Dane szczegółowe Dane szczegółowe Tytuł: Ślepnąc od świateł Seria: Nowa proza polska Autor: Żulczyk Jakub Wydawnictwo: Świat Książki Język wydania: polski Język oryginału: polski Liczba stron: 448 Numer wydania: I Data premiery: 2014-10-22 Rok wydania: 2014 Forma: książka Wymiary produktu [mm]: 222 x 42 x 145 Indeks: 15598837 Recenzje Recenzje Jakub Żulczyk jest dziennikarzem i pisarzem. Urodził się w Szczytnie w 1983 roku. Jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współpracował jako publicysta "Tygodnikiem Powszechnym", "Wprost", "Exklusiv", czy "Dziennikiem", a także z magazynami kulturalnymi takimi, jak "Lampa" oraz "Machina". Prowadził programy w TVP Kultura. Od 2012 roku prowadzi autorską audycję w Radio Roxy. Jako pisarz zadebiutował powieścią pod tytułem "Zrób mi jakąś krzywdę…". Inne z tego wydawnictwa Najczęściej kupowane Moja wędrówka przez najnowsze, polskie seriale dobiega powoli końca. Do tej pory wrzuciłem na ruszt “Belfra” oraz “Kruka”, których recenzję możecie zobaczyć klikając w linki. Przyznam się również, że mam za sobą pierwszy sezon mocno chwalonej “Watahy”, ale tempo i ogólna jakość serialu – w porównaniu do wyżej wymienionych – nie zrobiła na mnie wrażenia do tego stopnia, że pisać o nim mi się zwyczajnie nie chcę. Mam natomiast zamiar pochwalić, polecić i ocenić (chociaż może nie w takiej dokładnie kolejności) najnowszy serial produkcji HBO Europe, będący ekranizacją powieści jednego z ciekawszych (a może i najlepszych) pisarzy młodego pokolenia w Polsce. “Ślepnąć od świateł” to jedna z najwyżej ocenianych pozycji w bibliografii Jakuba Żulczyka. Facet jest scenarzystą, pracował nad “Belfrem” za co zebrał zarówno wielkie oklaski (sezon 1) jak i całkiem sporo gwizdów (sezon 2). W omawianym dziś przypadku, Żulczyk połączył swoje siły z reżyserem Krzysztofem Skoniecznym, tworząc wspólnie scenariusz do serialowej adaptacji powieści. Efekt jest dostępny na platformach VoD HBO oraz, rzecz jasna, na samym kanale telewizyjnym. Jest to rzecz, którą każdy szanujący się fan serialu musi zobaczyć. Po prostu trzeba. Należy. Nalegam. Screenshot z czołówki serialu, która robi fenomenalne wrażenie. Opowieść zamyka się w ośmiu odcinkach, które ilustrują siedem dni z życia głównego bohatera. Głównym bohaterem jest Kuba (w tej roli debiutujący na ekranie Kamil Nożyński) – warszawski diler narkotykowy obsługujący najwyższych miejskich prominentów. Taki luksusowy kurier, trzymający się bardzo dużych ilości i równie wysokich sum, który nie ma nic wspólnego z osiedlowym handlarzem rozdającym pakiety pierwszemu lepszemu klientowi. Towar bierze od Jacka – warszawskiego bossa, kontrolującego większość nielegalnych interesów w stolicy. Jackowi głosu i twarzy użyczył Robert Więckiewicz. Kubę poznajemy w momencie, kiedy planuje swoją ucieczkę. Kupuje dwa bilety do Argentyny, z datą wylotu 25 grudnia. Wygląda na to, że bohater ma dość aktualnego życia w ciągłym stresie (i na zawołanie ciągle głodnych, potężnych narkomanów). W tym samym czasie dzieją się jeszcze dwie istotne dla całej historii rzeczy. To jest Kuba. Poznajcie się. Po pierwsze, jeden z cyngli Jacka postanawia przekręcić przełożonego na wielką sportową torbę pełną szmalu i białego proszku, przy okazji prosząc o pomoc głównego bohatera. Tym cynglem jest Stryj, w jego rolę wciela się Janusz Chabior. Po drugie, na Święta “z więźnia” wychodzi Dario. Gangster, którego historia sięga lat .90 i “złotej ery” warszawskiej mafii, sławetnych wojen pomiędzy Pruszkowem a Wołominem. Dario poszedł kiblować za kolegów, którzy mieli go zabezpieczyć finansowo na czas powrotu zza krat. W tak zwanym międzyczasie, wszystko w warszawskim półświatku się zmieniło – stolicą zarządza Jacek, który za czasów Dario biegał do monopolowego po butelkę. Dario jest, delikatnie rzecz ujmując, niezadowolony z zastanych okoliczności. Rolę Dario odgrywa Jan Frycz. To jest Dario. Jana Frycza przedstawiać nikomu nie trzeba. Trzeba za to chwalić. Chwalić i oglądać, dopóki starczy sił. Wszystkie te wątki zazębiają się i w bardzo przemyślany sposób ewoluują w trakcie ośmiu odcinków serialu. Serialu, który – nie boję się tego powiedzieć – jest najlepiej nakręconym, skomponowanym i zwizualizowanym wytworem polskiej szkoły małego ekranu. Koniec. Kropka. Autorem zdjęć jest syn Marty Lipińskiej, Michał Englert (z Janem Englertem też łączą go rodzinne koligacje). Albo inaczej. Michał Englert jest autorem najlepszych polskich zdjęć, jakie było mi dane w życiu obejrzeć. Spójrzcie tylko na obrazki – specjalnie wrzucam screenshoty z czołówki serialu, która robi fenomenalne wrażenie. Kolejny screenshot z czołówki serialu, która robi fenomenalne wrażenie. Tak, tam na drugim planie to Pałac Kultury i Nauki, w objęciach olbrzymiej kałamarnicy. Głównym bohaterem, oprócz Kuby, jest w “Ślepnąc od świateł” Miasto Stołeczne Warszawa. I jest to bohater wciągający, nieprzenikniony, pogrążony w głębi tajemnicy, odstający od jakiegokolwiek wyobrażenia o Warszawie, jakie do tej pory mieliście. Englert zbudował obraz stolicy Polski na modłę amerykańską – starannie wyselekcjonowane miejsca zostały ograne z wielkim kunsztem, doświetlone z pomysłem i zmontowane z wyczuciem, by nie powiedzieć – czułością godną największych gigantów kina. Amerykanie mają łatwiej – ich miasta są większe, możliwości finansowe nieograniczone, a inspirujących naśladowców całe mnóstwo. Mimo to, Englert bez problemu wzbił się na światowy poziom, rozsadzając tam wygodnie i z kanapką w dłoni. Warszawa w “Ślepnąc od świateł” wygląda jak chłodna, gigantyczna metropolia, pełna ciemnych zakamarków zarówno na ulicy, jak i w sercach jej mieszkańców. Sposób realizacji tych ujęć to absolutne mistrzostwo kraju, kontynentu, globu, galaktyki. Za pomocą kilku dokładnie wyselekcjonowanych lokalizacji i dzięki przemyślanej wizji realizacji poszczególnych sekwencji, miasto Warszawa prezentuje się na ekranie zjawiskowo i zniewalająco. I piszę to człowiek, który prywatnie naszej stolicy, delikatnie mówiąc, nie uwielbia. I na pewno nie wymieniłby jej wśród najpiękniejszych czy najbardziej klimatycznych polskich miast. Warszawa. Główny bohater. Pozytywny. Szokująco piękny i klimatyczny. “Ślepnąc od świateł” udowadnia, że aby stworzyć odpowiedni wizerunek miasta, nie potrzeba całego miasta i milionów dolarów. Potrzeba fachowców z najwyższej półki. Panie Michale Englercie – Chapeau bas. I wielkie dzięki, bo w tym przypadku Polska nie tyle dogoniła większość produkcji zachodnich, co przeskoczyła je o kilka długości za jednym zamachem. Wróćmy jeszcze na chwilę do samej fabuły – nie chcę jej zdradzać, ale ocenić powinienem. Jest wciągająca, podobnie jak powieść Żulczyka. Ten pisarz słynie z konsekwentnej i wiarygodnej budowy motywacji swoich bohaterów i tak jest też w tym przypadku. Prawie wszystkie osoby pojawiające się na ekranie są “jakieś”: wyraziste lub nie, dobre lub mniej, naiwne lub okrutne, sympatyczne lub odrażające. Dużo w tym kontrastów, ale wobec niezwykłej, oniryczno-dekadenckiej atmosfery całego serialu, każda postać odnajduje swoje miejsce w skonstruowanej na ekranie rzeczywistości. Jeszcze jeden screenshot z czołówki serialu, która robi fenomenalne wrażenie. Oprócz Kuby. I tutaj dochodzimy do pierwszej (z dwóch) największych bolączek “Ślępnąć od świateł”. Rzeczy, które nie dają mi spokoju bardziej, niż fenomenalne zdjęcia Michała Englerta. Jako się rzekło, Kamil Nożyński jest debiutantem, nie ma też żadnego wykształcenia filmowego. I to niestety bardzo wyraźnie widać. Przede wszystkim, raper związany ze składem Dixon37, ma problemy z odpowiednią dykcją (sic!). Wielokrotnie, przez cały serial akcentuje w przedziwny i niepoprawny dla języka polskiego sposób, stawiając nacisk na niewłaściwą sylabę, zwrot, lub niepotrzebnie pauzując w pół zdania. Bohater u Żulczyka jest introwertycznym perfekcjonistą, który generalnie niewiele mówi, toteż te niuanse nie wadzą tak bardzo podczas oglądania. Są jednak momenty, kiedy wystudiowana i dziwaczna dykcja aktora potrafi doprowadzić do parsknięcia śmiechem, a nawet – jeśli skupimy na niej swoją uwagę – zwyczajnie irytować. Psuje to mocne, wyraziste i pełne emocji sceny, których w serialu jest mnóstwo. Kuba jako protagonista nie tylko nie wywołuje niemal żadnych pozytywnych emocji (to akurat celowy zabieg narratorski), ale momentami prezentuje się po prostu karykaturalnie i męcząco. Wygląda na to, że Nożyński został przez reżysera wrzucony na zbyt głęboko wodę – rola Kuby byłaby wyzwaniem dla utalentowanego aktora, a w tym przypadku mamy do czynienia z aktorem przypadkowym. Efekt jest pozbawiony jakiegokolwiek wyrazu, nawet tego zamierzonego przez twórców scenariusza. W książce Kuba jest nieodgadniony, trudny do przeczytania, tajemniczy, sprawia wrażenie zawieszonego w próżni. W serialu Kamil Nożyński z tej nieokreśloności głównego bohatera uczynił festiwal nijakości, bezpłciowości i karykaturę. Miał być niejednoznaczny, portret, a wyszedł nieciekawy, sztuczny i nudny drzeworyt. Mniej więcej – coś takiego. Na szczęście, sytuację ratuje pozostała obsada. Frycz w roli Dario robi momentami to, czego nie potrafi Nożyński – zamyka wszystkie swoje tajemnice głęboko w przestrzeni pomiędzy oczami, a widz nie ma wątpliwości, że ten człowiek jest cholernie niebezpieczny. Innym razem widać to już na ekranie: emanuje złem zakorzenionym głęboko w sercu, jest niepohamowany, niepoczytalny i bezwzględny. Dario to jedna z najlepszych postaci w serialu. Podobnie Janusz Chabior, który jak nikt inny potrafi łączyć brutalny i wulgarny język z ekranowym wdziękiem i charyzmą. Jeden z nielicznych polskich aktorów, którzy potrafią zagrać absolutnie wszystko, na tak samo wysokim poziomie wiarygodności. W filmach i serialach zwykle otrzymuje role wyrazistych i niezwykle brutalnych zakapiorów – tutaj również – ale spróbujcie kiedyś zobaczyć gościa na deskach teatru 6. Piętro. Wielka postać, każdy jego udział w filmowym przedsięwzięciu uważam za ucztę audiowizualną. Robert Więckiewicz, po tym jak mnie rozczarował w “Klerze”, tym razem prezentuje swoje wielkie umiejętności. Jacek jest chyba najzabawniejszą postacią w serialu. Mocno przerysowany, momentami sprawia wrażenie niezbyt lotnego dresiarza, który z niewiadomych (również sobie) powodów został Prezydentem Syndyku Zbrodni. Impulsywny, pełen frustracji, gotowy wybuchnąć w dosłownie każdej sekundzie rozmowy, nerwy puszczają mu nawet podczas przymierzania marynarki. Więckiewicz przeszedł dużą metamorfozę przygotowując się do tej roli, jest ona zaskakująco świeża i energetyczna. Świetna, wierna książkowemu pierwowzorowi kreacja, do której nie mam żadnych zastrzeżeń. Polska Wigilia Gangsterska. Dla niektórych nawet Ostatnia Wieczerza. W dalszym planie pojawiają się również kobiety, które również – w większości – trzymają wysoki poziom. Marta Malikowska jako “Pazina”, przyjaciółka głównego bohatera, jest co najmniej poprawna, dobre wrażenie robi również Ewa Skibińska w roli zblazowanej bogaczki, zmęczonej całym życiem, a najbardziej to samą sobą. Jedynie serialowa Paulina, czyli Marzena Pokrzywińska zbliża się do poziomu nijakości prezentowanego przez Nożyńskiego – a szkoda, bo jej rola w całej intrydze jest w pewnym momencie na tyle istotna, że aktorka mogła chociaż spróbować zaprezentować swoje aktorskie walory. Nie zrobiła tego. Drugi plan męski to również wyraziste kreacje: jest Cezary Pazura w roli niebezpiecznie zbliżonej do pewnej autentycznej postaci, showmana jednej z komercyjnych stacji telewizyjnych. Jak to u niego zwykle bywa, warsztat aktorski ukonstytuowany wieloma znakomitymi kreacjami zupełnie nie stracił na jakości. Można tylko ubolewać, że ten świetny aktor od dawna nie doczekał się pierwszego planu w porządnej produkcji filmowej. Czarek Pazura jako Wojew… ekhm. Czarek Pazura w bardzo ciekawej kreacji. Są jeszcze Eryk Lubos (jako Marek, uzależniony od kokainy hazardu gliniarz), Krzysztof Zarzecki (“Maluch”, gangster z ekipy Jacka zadłużony po uszy właściciel knajpy), Zbigniew Suszyński (impulsywny i arogancki “Poseł”, kolejny klient Kuby) czy Jacek Beler (niepokorny “Sikor”, przy okazji bardzo wiarygodny psychopata) – wszyscy oni zasługują na słowa uznania, wszyscy stworzyli naprawdę wyraziste i świetnie wkomponowane w świat serialu postaci. Co więcej, nawet sam reżyser – Krzysztof Skonieczny – również dobrze wypada w roli przećpanego i przygłupiego rapera “Pioruna”, momentami dystansując pod względem warsztatu odwrócę głównej roli. No, ale pan Skonieczny odebrał edukację kierunkową, a warszawski raper mógł co najwyżej podążać za jego wskazówkami na planie filmowym. Całości dopełnia naprawdę znakomita ścieżka dźwiękowa, na której, oprócz sennego, acz zapadającego w pamięci przewodniego klasyka Scotta Walkera “It’s raining today”, usłyszymy również rodzime brzmienia. Jest tego sporo, pełen przekrój przez różne odcienie rocka znad Wisły: od Siekiery, przez Maanam, Breakout, Kazika, aż po Myslovitz czy zupełnie świeży zespół I Hope You Die. Wszystko dobrane do wizji i treści, sprawia wrażenie bardzo przemyślanej i kompozycyjnie zwartej całości, która nie ma słabych punktów. Słaby punkt ma jednak scenariusz, a konkretnie – końcówka serialu. Być może jest to moje subiektywne zdanie, oparte na rodzącym się w trakcie seansu przeczuciu, do czego cała ta historia zmierza, ale jednak nie byłbym uczciwy, gdybym nie zwrócił na to uwagi w niniejszym tekście. Uważam, że zaprezentowane zakończenie jest nietrafione. Sprawia wrażenie wymuszonego i choć stylistycznie pasuje do reszty serialu – było dla mnie dużym rozczarowaniem. Pazina (Marlena Malikowska) to jedyna przyjaciółka głównego bohatera. Aż dziw bierze, że w ogóle go znosi. Właśnie z tych dwóch względów – obsada głównej postaci i zakończenie – nie napisze o “Ślepnąć od świateł”, że jest najlepszym polskim serialem, jaki znam. A wierzcie mi, że przez większość odcinków starałem pogodzić się z takową myślą, nawet pomimo tych wszystkich zastrzeżeń co do głównego bohatera. Reszta obsady rekompensuje braki Nożyńskiego, z nawiązką czynią to fenomenalne ujęcia, efekty, zdjęcia, ścieżka dźwiękowa i wciągająca fabuła serialu. Niestety, w obliczu niepostawienia odpowiednio puentującej tą fascynującą i klimatyczną podróż kropki nad “i” przez autorów w końcówce ostatniego odcinka, byłem zmuszony zrewidować swoją opinię. Mimo powyższych zastrzeżeń, wychodzi na to, że w tym roku dokonałem bardzo trafionych wyborów, jeśli idzie o spędzanie bezsennych nocy przed ekranem telewizora. W towarzystwie rodzimych seriali doszedłem do wniosku, że dogoniliśmy, a chyba nawet przegoniliśmy na tym polu Zachód. Chociaż jest to oczywiście zdanie subiektywne, właściwe dla obywatela na co dzień urzędującego w naszym kraju. Pomimo światowego poziomu realizacyjnego – polskie produkcje serialowe wciąż pozostają “polskie”, tli się w nich ten nieuchwytny duch słowiańskiego romantyzmu. I naszej, narodowej potrzeby wygrzebywania się z najczarniejszych i najgłębszych odmętów głębi, dna moralnego i zepsucia serc. My-Polacy wszystko w sobie wypierzemy, nawet strzępy własnego sumienia. “Belfer” był sprytną opowieścią z prowincji, “Kruk” historią z pogranicza snu i jawy, a “Ślepnąc od świateł” to dzieło wielkomiejskie, z metropolitalnym rozmachem prezentujące zepsucie najwyższych klas społecznych i bezwzględność gangsterskiej szarlatanerii. Wszystkie są znakomitymi produkcjami, z których żadna nie zasługuje na miano “gorszej”. No, chyba że subiektywnie będziemy się o to spierać. Ja bardzo chętnie – zapraszam do komentowania. A “Ślepnąc od świateł” polecam z całego serca. Bo serce mi urosło, na jego widok. Ślepnąc od świateł Ocena Pquelima - 8/10 Okropne "Krime Story. Love Story" braci Węgrzyn, które obejrzycie na Nerfliksie, to próba przeniesienia na ekran książkowego oryginału - jego autorem jest Marcin "Kali" Gutkowski. Nie bez powodu ducha tej opowieści stanowią w pewnym sensie rym i bit - i nic dziwnego, że gościnnie wystąpili w nim Vienio z kultowej Molesty Ewenement czy No właśnie: "gościnnie". Polscy raperzy zdążyli już polubić się z kinem i telewizją, ale ich występy wciąż ograniczają się do mniejszych ról. W większości produkcji znane ksywy pojawiają się na dalszym planie, co więcej - są to przeważnie produkcje średnie lub kiepskie (wspomnijmy choćby Sobotę i Bonsona u Vegi). Zupełnie inaczej, niż w przypadku choćby Francji czy USA - wielu amerykańskich raperów umiejętnie wykorzystało swoją charyzmę, często występując w głównych rolach i uwalniając aktorski potencjał. Gdy Ice Cube rozpoczął hollywoodzką karierę tuż po rozpadzie (rok 1991!), mało kto widział w tym problem. Tymczasem lata później wielu przedstawicieli polskiego środowiska hiphopowego dopatrywało się w udziale w filmach czy serialach zdrady ulicznych zasad. Zgadza się, pierwsze występy polskich raperów przed kamerami często spotykały się z niechęcią - zewsząd padały oskarżenia o "komerchę", czyli "sprzedanie się". Wystarczy wspomnieć powszechny hejt na Tedego, gdy ten pojawił się w serialowej "Niani" TVN-u - oburzenie części podziemia i reprezentujących ulicę artystów było tak wielkie, jak gdyby Jacek Graniecki osobiście napluł w twarz każdemu z nich. Krime Story. Love Story - zwiastunByć może właśnie ze względu na tę "antykomercyjną" obsesję ten temat w naszym kraju raczkował tak długo. Teraz, gdy scena jest już znacznie bardziej otwarta na podgatunki, nurty i eksperymenty, raperzy raczej nie obawiają się takich występów - przypomnę tu choćby Rycha Peję, który nie tak dawno był jedną z gwiazd również produkowanej przez TVN "Azji Express". Problem w tym, że polscy twórcy - którzy, jak wiemy, zazwyczaj nienawidzą podejmować ryzyka - nie mają na raperskie kreacje pomysłu, dlatego też wolą umieszczać hiphopowców na dalszym planie. Zresztą, nawet ci filmowcy, którzy święcie wierzą w komercyjny sukces swoich projektów, za które sami sobie płacą (tu znów Vega, który w tej materii raczej się nie myli), w tej sferze nie przypadku "Krime Story. Love Story" i tak nie ma za bardzo o czym mówić - to kiepski film, po którego seansie żaden grający w nim raper nie byłby z tego występu dumny (sorry, Vienio). Nie oznacza to jednak, że w polskim kinie i telewizji brakuje udanych produkcji z udziałem hiphopowców, którzy zaliczyli tam fajny epizod. Oto kilka z nich. Lepsze niż Krime Story. Love Story. Polskie filmy i seriale z udziałem raperów Pitbull - serial Zanim Patryk Vega stał się "tym Vegą", stworzył całkiem niezły serial "Pitbull" z Marcinem Dorocińskim - produkcję, która jakościowo bije wszystkie późniejsze "Pitbulle" na głowę. Jedną z postaci zagrał tam zmarły w 2009 roku Grzegorz Borek, czyli Bolec - jeden z pionierów polskiego hip-hopu. Swoją drogą, jego numery były wykorzystywane do ścieżek dźwiękowych, a on sam zagrał duże role w filmach "Poniedziałek" i "Wtorek" Witolda Adamka. Mogliśmy go zobaczyć również w "U Pana Boga w ogrudku" i "…za miedzą", w "Sezonie na leszcza" czy "Chaosie".Pitbull Poniedziałek No właśnie - wspomniany "Poniedziałek". Był rok 1998 - w tym czasie nikt się jeszcze o występy w filmach nie spinał, a przynajmniej nie tak, jak niedługo później. W tym obrazie pojawiło się sporo raperów - chłopaki z Nagłego Ataku Spawacza i Kalibra 44 oraz Radoskór. Główna rola należała jednak do charyzmatycznego Bolca - egzekutora długów. To był naprawdę niezły film. Ślepnąć od świateł Jeden z najlepszych polskich seriali, w którym główną rolę zagrał Saful z Dixon37, czyli Kamil Nożyński. Adaptacja powieści Jakuba Żulczka z Krzysztofem Skoniecznym za sterami okazała się absolutnym hitem, który podbił serca widowni. Kreacja Safula podzieliła widzów - jedni zarzucali mu występ nijaki i papierowy, drudzy (zwłaszcza ci, którzy znali oryginał i wiedzieli, jaki był książkowy Kuba) zobaczyli w nim idealną inkarnację powieściowego od świateł Niania Na koniec, trochę z przekory, ale też z sympatii - Tede w "Niani". To było całkiem zabawne. Raper zagrał tam Igora - hiphopowca, co wywołało wielki ból dolnej części pleców u sporej części sceny i środowiska. Jak już wspominałem - a sam raper również mówił o tym w wielu wywiadach - polskim nawijaczom długo zajęło, zanim zorientowali się, że za granicą Dr. Dre, Tupac, RZA, Mos Def czy Ludacris z chęcią występują na ekranie (często w strasznych paździerzach) i nikt tam nie ma z tym problemu. Tym bardziej szanuję TDF-a za jeszcze większe wypięcie czterech liter w stronę pieniaczy - po "Niani" raper zagrał w sitcomie "Wszyscy kochają Romana", gdzie wcielił się w... policjanta. Było wycie.